Wykładowcy na świecie

Karina Zadworzańska: W Argentynie uczyłam języka polskiego w polskiej osadzie Wanda

  Chyba nie ma polskiego emigranta w Argentynie, który nie słyszałby choć raz o Wandzie, miejscowości na „końcu świata” o pięknej czerwonej ziemi i w sąsiedztwie dżungli, już nie tak dzikiej jak w czasach, gdy przybyli tu polscy osadnicy, których życie splotło się z losami Argentyńczyków tak mocno, na ile było to w tamtych czasach możliwe. Mieszkają tu ludzie o często zagmatwanej przeszłości, ludzie, których przemijające dni i godziny połączyły się z moim - jakże innym od wszystkich - czasem na argentyńskiej ziemi. Wtedy wszystko było nowe i zaskakujące, inny klimat, inni ludzie, nowy dom i nowa praca oraz samotność, która doskwierała najmocniej w deszczowe dni ciągnące się bezlitośnie długo i przerywane ciszą, zwiastującą tylko powtórkę z wątpliwej rozrywki. Dziś mogę spojrzeć na wszystkie wydarzenia z dystansem, być może teraz widzę to lepiej, jaśniej, może... Bez względu na sposób postrzegania Wandy i jej mieszkańców, warto podzielić się wrażeniami z pobytu, bo one także utrwalą historię polskich emigrantów, nadając jej trochę inny wymiar.
  Moje życie koncentrowało się wokół Szkoły Języka i Kultury Polskiej, do której wciąż uczęszczają dorośli i dzieci. Starsze pokolenie Polaków biegle włada językiem polskim, dzieci muszą się jeszcze wiele nauczyć, ale wspierane przez nauczyciela, dziadków i rodziców są w stanie opanować podstawy trudnej sztuki komunikacji w języku pełnym zawiłości gramatycznych i fonetycznych pułapek. Nie chcę wracać do historii emigracji, chcę napisać o Wandzie 2015, o ludziach, których miałam szczęście poznać i rzeczach dla mnie ważnych. Nie ukrywam, że byłam zaniepokojona, gdy z okna samolotu widziałam tylko zielony bezkres, świat całkowicie nieznany oraz trochę przerażający, bo jakże odmienny od tego, który zdążyłam oswoić. Starałam się nie patrzeć na mapę, nie chciałam wiedzieć, jak bardzo się oddaliłam od swojej przestrzeni, to pomagało się odnaleźć, przylgnąć do miejsca i czasu, dotknąć ludzi i zdarzeń. To dotykanie nie zawsze było łatwe, często wymykało się racjonalizacji, bowiem europejska dusza nie od razu zrozumie latynoską, Polak z Polski nie od razu zrozumie Polaka z Argentyny... ale na drodze kompromisów kulturowych jest to jak najbardziej możliwe. Każdy dzień zaskakiwał, wszystko było tak obce i nieznane, a jednocześnie był w tym pierwiastek polskości... w Wandzie ta polskość jest w powietrzu, w pyle ziemi i w ciszy nocy. Poznałam wiele ludzkich historii, każda z nich jest ważna, bo jest częścią życia moich uczniów, śladem zapisanym w ich psychice, intymnym dokumentem, a czasem delikatnym muśnięciem tematu. Z tych historii wynika, że polskie korzenie jeszcze stoją na twardym gruncie, żyją wraz z chęcią ocalenia od zapomnienia chwil radości i smutku, bowiem wszystkie one mają tę samą wagę. Polskość Wandy i jej mieszkańców to także zamiłowanie do polskich potraw, kultywowanie tradycji, niedzielne polskie msze i sobotnie polskie audycje radiowe. Jednak ograniczenie się do tych elementów polskości byłoby krzywdzące, bowiem jest coś więcej w tym dążeniu do łączności z krajem przodków i w tym argentyńsko – polskim dylemacie tożsamości. Bycie Argentyńczykiem i Polakiem jednocześnie to konieczność, to dobro i wielokulturowość, to elementy kształtujące osobowość skomplikowaną i niezwykle interesującą. To zespolenie z argentyńską ziemią jest całkiem naturalne i piękne. W Wandzie mieszają się kultury, łączą tradycje i rodziny. Nie sposób tego faktu pominąć, bowiem ma on duże znaczenie prawie 80 lat po przybyciu do Wandy polskich osadników. Nie mnie oceniać, która część tożsamości jest ważniejsza. Mam wrażenie, iż to w ogóle nie powinno podlegać ocenie, bo jak zmierzyć przywiązanie do ziemi przodków i przywiązanie do ziemi, na której się urodziłam i żyję? Ważniejsza jest chęć poznawania Polski, chęć władania językiem rodziców i dziadków oraz dążenie do zachowania tradycji, nawet wtedy, gdy ta tradycja miesza się z argentyńską, a szczególnie wtedy, gdy Argentyńczycy uczestniczą w życiu kulturalnym Polaków i wspierają ich działania. Widziałam w Wandzie wiele takich polsko – argentyńskich uroczystości i zawsze miałam wrażenie, że polskość nabrała tu innego wymiaru, stała się spokojna jak sjesta i improwizowana jak argentyńskie tango, jednak nie umniejsza to w żaden sposób jej wartości. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że ten koloryt lokalny czyni ją jeszcze bardziej interesującą, ożywia jej duszę tak często zamykaną w patosie i nieautentyczności.
  Jestem wdzięczna wszystkim moim uczniom i wszystkim ludziom, których tu poznałam za argentyńską lekcję, jakże odmienną od filmowego pierwowzoru, za wszystkie wspólnie przeżyte chwile, bo każda z nich jest niekwestionowaną wartością i każda składa się na obraz mojej Wandy, która nauczyła mnie, że polskość niejedno ma imię.

Stowarzyszenie „Bristol” Polskich i Zagranicznych Nauczycieli Kultury Polskiej i Języka Polskiego jako Obcego



02-078 Warszawa, ul. Krzywickiego 34
Sekretariat:
tel. +48 (22) 625-42-53, +48 (22) 625-42-67
fax +48 (22) 625-75-23


Copyright © 2017 Stowarzyszenie „Bristol”
Wszelkie prawa zastrzeżone

 

Nawigacja strony:

 

Organizacyjne: