Wykładowcy na świecie

Joanna Dobosz: Moja przygoda w kraju dzikich koni – czyli o tym, jak byłam lektorką w Kazachstanie

  W roku akademickim 2013/14 miałam niezwykłą okazję rozpocząć swoją przygodę z nauczaniem języka polskiego jako obcego aż w dalekiej Karagandzie, niemal w sercu kazachskiego stepu. Stało się to poniekąd na skutek zbiegu przedziwnych okoliczności i pomyłek, ponieważ tuż po zdaniu egzaminu w MNiSW wymarzyłam sobie wyjazd do – wcale nie tak dalekiej – Odessy. Ktoś jednak postanowił pokierować moimi losami inaczej, dzięki czemu z nieukrywaną satysfakcją mogę dziś przyznać, iż przeżyłam przygodę życia.
  Ale od początku.
  Do Kazachstanu pojechałam uzbrojona w podstawowe informacje z zakresu geografii i historii, nieco też przygotowana z podstaw kultury i obyczajów mieszkańców tego olbrzymiego kraju. Na miejscu okazało się (niestety, wbrew wcześniejszym zapewnieniom mojej karagandyjskiej przełożonej), że poza odbierającą mnie ze stacji kolejowej przemiłą studentką, Ilnarą, byłam chyba jedyną osobą w okolicy, która płynnie posługiwała się językiem angielskim, ale zupełnie nie znała rosyjskiego. Nie byłam na to przygotowana, a i uniwersytet nie oferował kursów rosyjskiego dla obcokrajowców. Z opresji uratowały mnie okoliczne bazary, których sprzedawcy, krok po kroku i przy udziale ogromnej ilości gestów i rysunków, w końcu pomogli mi opanować język na tyle, by móc przetrwać i załatwić podstawowe sprawy urzędowe oraz prywatne.

  Do Kazachstanu najlepiej – i moim skromnym zdaniem najwygodniej – dolecieć tureckimi liniami, z przystankiem w niesamowitym Istambule. Z lotniska w Astanie czeka nas później około pół godziny jazdy samochodem na dworzec kolejowy, z którego dostaniemy się pociągiem kuszetkowym (z czerwoną gwiazdą na czole i samowarem w każdym wagonie) do Karagandy w około 3-4 godziny (w zależności od warunków atmosferycznych). Karagandyjski Uniwersytet Stanowy (KarGU) gwarantuje nowemu lektorowi transport z dworca kolejowego do akademika, w którym przysługuje mu własne niewielkie mieszkanie z kuchnią i łazienką. Niestety o dojazd z lotniska na dworzec lektor musi już zatroszczyć się sam, ale w tym przypadku bardzo pomocna okazuje się Ambasada RP w Astanie.
  Kampus KarGU niemal w całości znajduje się w jednej dzielnicy miasta, co ułatwia dojście pomiędzy wydziałami i pozwala znacznie zaoszczędzić nie tylko czas, ale także pieniądze – nie trzeba ich wydawać ani na bilety, ani na posiłki, ponieważ nawet w przerwie między zajęciami można wrócić do mieszkania po drugie śniadanie. Jest to o tyle dobre wyjście, że kazachska dieta potrafi być zabójcza dla Europejczyków, wychowanych w klimacie umiarkowanym. Należy pamiętać, że północna część Kazachstanu – a więc i Karaganda – to obszar, w którym zima zaczyna się już we wrześniu i trwa nawet do maja, a w okresie od grudnia do początku marca temperatury sięgają tu -50'C. Aby przetrwać, trzeba jeść produkty wysokokaloryczne i bogate w białko. Dlatego głównym elementem diety jest mięso (a przede wszystkim konina), a zaraz po nim produkty mączne – smażone na głębokim oleju, nadziewane ziemniakami. Jada się tu także bardzo dużo białego sera i pije różne rodzaje mleka, np. końskie czy wielbłądzie. Żeby jakoś przeżyć w Kazachstanie i nie wrócić do kraju z bagażem nadprogramowych kilogramów, trzeba gotować w domu i przygotować się na to, że produkty zdrowe (warzywa i owoce) są o wiele droższe.

  Choć w Kazachstanie funkcjonują aż dwa języki oficjalne – kazachski i rosyjski – to bliski temu ostatniemu język polski jest tu raczej uznawany za coś bardzo egzotycznego i niestety nie przyciąga zbyt wielu studentów chętnych do nauki. W roku akademickim 2013/14, grupa początkująca, którą prowadziłam, liczyła zaledwie sześciu studentów. Proszę mi wierzyć lub nie, ale to podobno wspaniały wynik(!).
  Bardzo trudno uczy się obywateli Kazachstanu. Winne są temu chyba lata zaniedbań i przyzwoleń na "drobne" oszustwa, takie jak ściąganie na egzaminach, kopiowanie cudzych prac i płacenie za lepsze stopnie. Niestety, studenci robią wszystkie te rzeczy oficjalnie i są ogromnie zdziwieni, jeśli zwróci się im uwagę lub obniży ocenę za któreś z przewinień. Są też bardzo przywiązani do swoich telefonów komórkowych, którymi bawią się w czasie zajęć: piszą wiadomości, surfują po portalach społecznościowych, słuchają muzyki, a nawet dzwonią do znajomych. Są za to niezwykle aktywni i chętni do działań pozalekcyjnych, co warto wykorzystywać. Niestety, dla karagandyjskiej młodzieży język polski jest tylko kolejnym, dodatkowym i prawdę mówiąc mało znaczącym przedmiotem w planie zajęć – i właśnie tak go traktują.
  Sam wydział filologiczny, na którym miałam okazję pracować, to tak naprawdę rusycystyka ze śladowymi ilościami dodatkowych kursów językowych. W tym ogromnym budynku, pełnym wspaniałych socrealistycznych mozaik i płaskorzeźb, próżno szukać nowoczesnych technologii. Wykładowcy mają do dyspozycji jeden wspólny gabinet, w którym z dwóch dostępnych komputerów pierwszy współgra z drukarką, a drugi jest podłączony do Internetu. Próżno też szukać jakichkolwiek materiałów dydaktycznych do nauki języka polskiego, a nowy lektor musi przywieźć wszystko ze sobą. Jedyną rzeczą, której na wydziale (ani w całym kraju) nigdy nie brakowało to z pewnością czarna herbata i ciastka – ot, magia Kazachstanu.
  Wszystkim żądnym przygód i spróbowania życia w zupełnie innej kulturze niż ta, w której my sami się wychowaliśmy, polecam Kazachstan. To wspaniały, olbrzymi kraj pełen kontrastów, kolorów, niesamowitych tradycji i szalonych trendów modowych. Warto zobaczyć to na własne oczy!

Stowarzyszenie „Bristol” Polskich i Zagranicznych Nauczycieli Kultury Polskiej i Języka Polskiego jako Obcego



02-078 Warszawa, ul. Krzywickiego 34
Sekretariat:
tel. +48 (22) 625-42-53, +48 (22) 625-42-67
fax +48 (22) 625-75-23


Copyright © 2017 Stowarzyszenie „Bristol”
Wszelkie prawa zastrzeżone

 

Nawigacja strony:

 

Organizacyjne: