Wykładowcy na świecie

Dominika Izdebska-Długosz: Jak zaczynaliśmy uczyć polskiego w Armenii, czyli wspomnienia z lat 2002–2005

  W roku 2002, miesiąc po obronie pracy magisterskiej z polonistyki na UJ wyjechałam do pracy do Armenii w charakterze nauczyciela języka polskiego w tamtejszym środowisku polonijnym, skierowana do pracy przez ówczesny CODN.
  Ponieważ przede mną pracował w Armenii przez rok tylko jeden nauczyciel z Polski, praca moja miała zdecydowanie charakter pionierski, tym bardziej, iż o nauczaniu języka polskiego jako obcego nie miałam wówczas pojęcia. Nie znałam także ani języka rosyjskiego ani tym bardziej – ormiańskiego. Wszystkiego musiałam nauczyć się już, natychmiast lub raczej, jak się żartobliwie mawia – na wczoraj.
  Natychmiast po przyjeździe rozpoczęłam pracę z uczniami w Związku Polaków w Armenii „Polonia”. Związek wówczas nie liczył zbyt wielu członków (ponad 100), jednak działał bardzo aktywnie na wielu polach, za sprawą Prezes doc. Ałły Kuźmińskiej, którą z racji szybkości działania można by poetycko określić jako „Człowiek-Wiatr”. To osoba bez reszty oddana polonijnej wizji i misji; zarażająca pomysłami, energią i wytrwałością.
  Trudno jednoznacznie scharakteryzować moich polonijnych uczniów. Były to w większości osoby dojrzałe (górna granica wieku to 70 lat), z reguły z polskimi korzeniami, lecz często ze względu na skomplikowane losy bez dokumentów, mogących świadczyć o polskim pochodzeniu. Były tam osoby, które pamiętały język polski w postaci szczątkowej z domu rodzinnego i większość takich, których uczyłam polskiego jako obcego. Nauka nasza, w wymiarze 4 godz. tygodniowo, miała wyposażyć uczniów głównie w możliwość odbioru polskiej literatury, kultury w jej postaci pisanej i mówionej. Ćwiczyliśmy więc głównie sprawności receptywne, a nie produktywne. Uczniom zależało na tym, by móc czytać książki i prasę, oglądać polskie programy telewizyjne, słychać polskich piosenek. Dla wielu starszych wiekiem uczniów nasze zajęcia były po prostu pewnego rodzaju rozrywką, możliwością oderwania się od trudów dnia codziennego, spędzenia czasu w miły i pożyteczny sposób. Była to dla nich także przygoda nostalgiczna, wspomnieniowa – słyszeć polszczyznę z ust Polki to nie lada gratka dla starszych ludzi, wychowanych niegdyś w polskim domu, a następnie przez całe życie pozbawionych możliwości obcowania z żywą polszczyzną!
  Naukę rozpoczynaliśmy od zera – od poziomu A1. Korzystaliśmy głównie z podręcznika J. Kucharczyka: Zaczynam mówić po polsku oraz z kompilacji dostępnych podręczników i materiałów dydaktycznych. Lekcje były wesołe, zabawne, pełne żartów – szybko staliśmy się przyjaciółmi.
  Dzieci i młodzież polonijną (6-16 r.ż.) uczyłam w ramach cotygodniowych spotkań szkoły sobotnio-niedzielnej. Zajęcia miały charakter zabawowy, a dzieci szybko robiły postępy. Najczęściej wykorzystywany był podręcznik kontrastywny (polsko-rosyjski) autorstwa Blanki Konopki. W „Polonii” działało także przedszkole oraz chór „Gwiazdeczka”. Dla dzieci śpiewających w chórze prowadziłam także oddzielne warsztaty fonetyczne i artykulacyjne. Najmłodsi członkowie „Polonii” przygotowywali także kilka razy w roku uroczyste obchody polskich świąt religijnych i państwowych, brali udział w przedstawieniach oraz występach chóru.
  „Polonia” dbała także o najstarszych swych członków – byli oni prawdziwym oczkiem w głowie Prezes Ałły Kuźmińskiej. Przygotowywano dla nich świąteczne śniadania, opracowano program pomocowy, którego celem było ogrzanie mieszkań naszych seniorów zimą, zorganizowano dopłaty do żywności, a także kompleksowy program medyczny z udziałem lekarzy – członków i sympatyków organizacji. Taka pomoc (przy wsparciu finansowym z kraju) w tamtych niełatwych czasach była nie do przecenienia!
  W roku szkolnym 2002/2003 wprowadzono także po raz pierwszy obowiązkowe lekcje z języka polskiego jako obcego dla dzieci ormiańskich w Szkole Podstawowej nr 24 im. S. Spandariana w Erywaniu. Uczniowie klas 4 i 5 przystępując do nauki języka polskiego, nie znali w ogóle Polski, choć język polski wybrali sami zamiast francuskiego. Znali oni w stopniu ograniczonym język rosyjski (najmłodsze pokolenie w Armenii zna ten język słabo lub wcale) i rozpoczynali dopiero naukę języka angielskiego. Dzieci posługiwały się więc głównie swoim językiem ojczystym, ja – rosyjskim w stopniu umożliwiającym mi komunikację, po ormiańsku znałam tylko kilka zwrotów. Bariera komunikacyjna ujawniała się tylko w kwestiach organizacyjnych (a może bardziej chodziło jednak o dyscyplinę), w nauce języka jako przeszkoda w zasadzie nie istniała. Dzieci robiły postępy w języku polskim bardzo szybko, ucząc mnie przy okazji języka ormiańskiego. Obcując ze mną miały także większy niż na co dzień w swoim środowisku rodzinnym kontakt z językiem rosyjskim. Nauczanie w sytuacji wielokulturowości i na przecięciu osi trzech języków: polskiego, rosyjskiego i ormiańskiego było dla mnie doświadczeniem niepowtarzalnym. Po roku nauki i moi uczniowie i ja swobodnie „przełączaliśmy kody” językowe, w zależności od sytuacji językowej (uwarunkowań danego aktu mowy) oraz tematu rozmowy: polskiego uczyliśmy się po polsku, dyscyplinowałam dzieci po ormiańsku, zaś kwestie organizacyjne omawiane były po rosyjsku. Warto dodać, iż u dzieci interferencja była niezauważalna, u mnie natomiast bardzo silna z języka rosyjskiego oraz umiarkowana w zakresie wymowy z języka ormiańskiego, na co życzliwie zwracano mi wielokrotnie uwagę w czasie każdych wakacji spędzanych w Polsce.
  Ledwie zaczęły się nasze polskie lekcje w szkole, a już otrzymałam polecenie, by polską klasę zaprezentować szerokiej publiczności. Ale jak? Skoro dzieci jeszcze niczego nie zdążyły poznać. Wybrałam w tym celu góralską piosenkę „Hej bystra woda” wbrew wszelkim zasadom wyniesionym z uniwersytetu, bo... liczyłam, że obecne w niej mazurzenie będzie dużym ułatwieniem artykulacyjnym dla moich uczniów, którzy, co oczywiste w tej sytuacji, zapisali wymowę wszystkich wyrazów piosenki swoim alfabetem. To zmusiło mnie także do jak najszybszego opanowania pisowni i wymowy głosek ormiańskich – musiałam bowiem kontrolować, czy dzieci znakami ormiańskimi faktycznie oddadzą polskie brzmienie. Wszystko odbywało się tak szybko, a my musieliśmy jakoś sobie poradzić. Życie w okamgnieniu zweryfikowało uniwersytecką teorię.
  Po pierwszych dwóch tygodniach nauki dzieci zaśpiewały polskiemu ambasadorowi, który wraz z oficjalną delegacją, dziennikarzami telewizyjnymi i radiowymi odwiedził szkołę, piosenkę „Hej bystra woda” z prawdziwym góralskim przytupem. To jeden z tych momentów w pracy dydaktycznej, który pozostaje w pamięci nauczyciela na zawsze.
Wkrótce także opanowały polski system fonologiczny, a ja przekonałam się, że mazurzenie w piosence było zbędnym ułatwieniem – ormiański język wyróżnia bowiem podobne do polskich: sz, cz, dż i jest tych dźwięków nawet więcej, są bardziej zróżnicowane (niektóre z nich mają dwa warianty: „neutralny” oraz tzw. intensywny, np. cz).
  Na zakończenie każdego roku szkolnego wybrani uczniowie z moich klas przygotowywali także przedstawienie w języku polskim z elementami teatrzyku oraz śpiewu i recytacji – były to wspaniałe momenty zwieńczenia całorocznej pracy.
  W kolejnym roku szkolnym wraz z pomocą polskiej placówki dyplomatycznej rozpoczęłam prace nad przygotowaniem w szkole polskiej klasy. Praca u podstaw rozpoczęła się od remontu. Następnie przyozdobiliśmy salę plakatami i pomocami otrzymanymi z CODN. Znalazła się tam także polska biblioteczka z podręcznikami i materiałami dydaktycznymi. „Polski gabinet”, jak z rosyjska nazywano go w szkole, był moją i dzieci (aktywnie uczestniczących w pracach) prawdziwą chlubą. Uczyło się w nim odtąd inaczej. Język polski zyskał w oczach dzieci także dodatkowy prestiż (wraz z nowocześnie urządzoną salą), a to przełożyło się na wzrost motywacji do nauki.
  W „Polonii” natomiast, dzięki dofinansowaniu z Polski, stworzyliśmy nasze polonijne czasopismo – „Póki my żyjemy. Kwartalnik Związku Polaków w Armenii POLONIA”. Mieszczący artykuły w trzech językach: polskim, rosyjskim i ormiańskim kwartalnik ukazuje się do dziś. Czasopismo to spełniało (i spełnia) w życiu polonijnym ważne funkcje: stanowiło pomost między Polakami z Armenii a rodakami w kraju, było swoistą kroniką życia polonijnego, a także źródłem materiałów dydaktycznych, gdyż na tekstach z kwartalnika uczniowie ćwiczyli się np. w tłumaczeniach, sprawdzając następnie swoje przekłady z dokonanymi w czasopiśmie przez naszych polonijnych tłumaczy. Dla nas była to kolejna szkoła pisania, tłumaczenia, błyskawicznego i bezbłędnego code switching. Nocne prace nad kwartalnikiem wspominam z nostalgią: głodni, niewyspani, poprawiający wciąż wyrastające jakby spod ziemi błędy, w kilkakrotnie już sprawdzanych tekstach, ze zmęczenia śmiejący się ze wszystkiego, dumni, gdy ukazał się kolejny numer, po minucie zachwytu już zaczynaliśmy pracować nad następnym. To były niezapomniane chwile.
  Wprawieni już nieco w pracy dziennikarskiej i tłumaczeniowej, pomyśleliśmy także, by przygotować jakąś pomoc dydaktyczną dla uczących się polskiego ormiańskojęzycznych uczniów. Zapadła decyzja, iż napiszemy wspólnie rozmówki. Pierwsze na świecie „Rozmówki ormiańsko-polskie” (D. Izdebska, G. Martirosjan, A. Hakopian, E. Wardanowa) wydaliśmy w Erywaniu w 2005 r. w maleńkim nakładzie, wyłącznie dzięki indywidualnym datkom przyjaciół z Polski. Książeczka szybka zyskała popularność nie tylko w naszym polonijnym środowisku, ale także w Polsce – docenił ją wybitny armenista prof. Andrzej Pisowicz, co było dużą nagrodą za nasz trud.
  Praca w Armenii nie była łatwa, zapewne dlatego też przyniosła ogrom satysfakcji i dziś, z dystansu mogę śmiało nazwać ją prawdziwą przygodą życia, szkołą życia i nauczania. My, nauczyciele z Polski (zwykle było nas w „Polonii” w danym roku dwoje) pracowaliśmy w nieogrzewanych pomieszczeniach (w tamtych latach ze względu na stan instalacji grzewczej w Armenii nie było centralnego ogrzewania), a nasi uczniowie zimą siedzieli na lekcjach w kurtkach, czapkach i rękawiczkach. Trudno było uczyć i uczyć się zimą, gdy mrozy w Erywaniu sięgały -25 °C. W mieszkaniach nie mieliśmy bieżącej wody (tylko w określonych godzinach), a ogrzanie jej również było problematyczne. Tak żyliśmy wszyscy: i my i nasi uczniowie. Choć z perspektywy wygodnego życia i bytowania trudno to sobie wyobrazić, po prostu nie przejmowaliśmy się tym – naprawdę, choć brzmi to banalnie, żyliśmy wtedy ideałami, pomysłami, twórczą pracą.
Armenia jest bowiem krajem ubogim wyłącznie materialnie. Jej niepoliczalne bogactwo to ludzie i ich niezwykle stoicki i zarazem epikurejski stosunek do życia: radość z każdej chwili życia, radość z każdego spotkania, radość z tego, co jest. Mówiąc więc o nauczaniu w szerszym aniżeli tylko językowym znaczeniu, nie jestem do końca pewna, czy to ja bardziej uczyłam Ormian czy też raczej – oni mnie.
  Zachwyciłam się Armenią – jej niezwykłą kulturą, stanowiącą swoisty amalgamat elementów tradycji chrześcijańskiej z kulturą wschodnią (islamską); pięknym, groźnie brzmiącym, niepowtarzalnym i trudnym językiem; starożytną historią, architekturą wczesnego chrześcijaństwa wtopioną w górzysty krajobraz kraju. Ponieważ dużo podróżowałam po kraju, fotografując i pisząc teksty, po powrocie do Polski wydałam książkę Armenia. Przewodnik turystyczny (Wydawnictwo „Księży Młyn”, Łódź 2008) oraz Rozmówki polsko-ormiańskie (Wydawnictwo „Kram”, Warszawa 2006, we współautorstwie) tym razem dla Polaków, chcąc przybliżyć rodakom ten wówczas zupełnie u nas nieznany kraj.
  Po 12 latach od momentu, gdy rozpoczęłam swoją przygodę z nauczaniem języka polskiego jako obcego w Armenii, jest ona krajem w Polsce nieporównanie lepiej znanym. O Armenii powstało wiele polskojęzycznych książek. Wielu Polaków uczy się języka ormiańskiego. Ruch turystyczny pomiędzy naszymi krajami jest wzmożony. Co roku wyjeżdżają tam kolejni nauczyciele z Polski. Armenia już tak nie dziwi, nie zaskakuje. Ale dla mnie wówczas – młodej, nieopierzonej nauczycielki zaraz po studiach, Armenia i nauczanie polskiego jako obcego tam było prawdziwą terra incognita i tak zapisała się ta przygoda w mej pamięci.


Materiały o Armenii: o polonijnym życiu i moich doświadczeniach nauczycielskich, zob. np.: Lehastan – Polska w Armenii, „Forum Polonijne” (Lublin, nr 5/2003); Polacy pod Araratem, „Fakty Polonijne” (Niemcy, nr 7(13)); Armenia – piękna i trudna, „Magazyn Świat” (Warszawa, styczeń/luty 2005); Polka w Armenii, „Biuletyn Ormiańskiego Towarzystwa Kulturalnego” (nr 70/71, Kraków 2012). Wybór moich fotografii z Armenii można zobaczyć na stronie: http://dominichka.post35mm.com; reportaż z wyburzania starówki w Erywaniu: http://yerevan.w.interiowo.pl/

Stowarzyszenie „Bristol” Polskich i Zagranicznych Nauczycieli Kultury Polskiej i Języka Polskiego jako Obcego



02-078 Warszawa, ul. Krzywickiego 34
Sekretariat:
tel. +48 (22) 625-42-53, +48 (22) 625-42-67
fax +48 (22) 625-75-23


Copyright © 2017 Stowarzyszenie „Bristol”
Wszelkie prawa zastrzeżone

 

Nawigacja strony:

 

Organizacyjne: