Przeczytane/Polecane

List miłosny pismem klinowym, przeł. D. Dobrew, Warszawa 2011 Tomáš Zmeškal


     Trudno jest ocenić debiutancką powieść Tomáša Zmeškala; z jednej strony jest to niezbyt udana próba rozliczenia się z reżimem komunistycznym, z drugiej – dosyć ciekawa (zwłaszcza formalnie), miejscami nawet porywająca, opowieść o związkach Historii i życia szarych ludzi, przedziwna, ale intrygująca saga rodzinna. List miłosny pismem klinowym to dzieło nierówne, niespójne i często wzbudzające irytację, pełne uproszczeń i schematów, a jednak wciągające, czasem intrygujące, nie pozwalające na odłożenie go na półkę przed przeczytaniem całości. Ta ambiwalencja uczuć towarzyszyła mi już od pierwszych stron powieści. Dialogi rodem z telenoweli przeplatały się w niej z fragmentami wybitnymi, styl bliski harlequinom czy wypowiedziom domorosłych psychologów ustępował nieraz miejsca świetnej literaturze.
     Osią fabularną książki jest historia miłości Josefa Czernego i jego żony Kwiety. Miłości trudnej, trwającej na przekór tragicznym wydarzeniom drugiej połowy dwudziestego wieku, nawet na przekór głównym bohaterom. Wzloty, a przede wszystkim upadki tego uczucia mocno wpłynęły nie tylko na życie małżonków, ale też na losy ich córki – Alicji – która nie potrafiła odnaleźć się we własnym małżeństwie; niewtajemniczona w konflikt rodziców, cierpiała widząc, jak dwoje kochających się ludzi niszczy się wzajemnie. Dopełnienie opowieści o Czernych stanowią baśniowo-filozoficzne wizje cukiernika Marka Svobody oraz listy Jirzego, kuzyna Alicji, w których stara się on opisać mieszkającej za granicą siostrze współczesne Czechy. Mogłoby się wydawać, że te wizje czy listy niewiele mają wspólnego z głównym wątkiem; mówią jednak o tym samym – ale innymi słowami, sięgając do innych tekstów, kultur i tradycji – o odrzuceniu, samotności i zdradzie. Ta triada wydaje się być kluczem do powieści Zmeškala.
     W szczęśliwe życie młodego małżeństwa nagle wkracza władza – za drobne przewinienie Josef ląduje w więzieniu na wiele lat. Takich historii było wiele. I nawet czytelnika choć trochę obeznanego z dziejami dwudziestego wieku nie powinno dziwić, że za aresztowaniem Czernego stoi jego, odrzucony niegdyś przez Kwietę, kolega ze studiów – Hynek. Dziwi dopiero słabo umotywowana psychologicznie, sadomasochistyczna więź Czernej z prześladowcą męża. Owszem, Zmeškal opisuje grę agenta służby bezpieczeństwa, dawanie i odbieranie nadziei, powolne opanowywanie umysłu zrozpaczonej kobiety, wydaje się jednak, że tych kilku, kilkunastu stron poświęconych „związkowi” oprawcy i ofiary mogłoby nie być w powieści, co wyszłoby jej na dobre. Trącą one sztucznością, obrazem komuny rodem z nie najlepszych filmów... A szkoda, bo Czesi mają na swoim koncie wiele świetnych opowieści o absurdach i okrucieństwach tamtego okresu (wystarczy wspomnieć o słynnym Uchu Jana Procházki i Karela Kachyni)... Josef po powrocie z więzienia musi się zmierzyć nie tylko z nową dla niego rolą ojca (został aresztowany, gdy jego córka miała zaledwie trzy miesiące), ale także – choć dużo później – ze zdradą żony, która wychodzi na jaw za sprawą Hynka. Zdrady, ciążącej jak fatum nad rodziną Czernych, które może – choć nie jest to pewne – pokonać dopiero syn Alicji, Krzysztof.
     Tytułowe pismo klinowe to symbol miłości Czernych – swoje pierwsze randki spędzają oni między innymi na wykładach profesora Hroznego, który rozszyfrował te starożytne znaki. Ale to także symbol pokonania niezrozumienia, prób odczytania nie tylko pradawnych tekstów, ale też drugiego człowieka. Josef, mimo że pismo klinowe stało się jedną z pasji jego życia, mimo że niemal biegle je opanował, przedarł się przez tkankę niezrozumiałych znaków, nie był w stanie wyjść poza to, co mieści się w utartych schematach moralności, zadowolił się najłatwiejszym rozwiązaniem; był tak dotknięty zdradą żony, że w ciągu kilku zaledwie minut zadecydował o całej – swojej i jej – przyszłości. I chociaż to nie on postawił pierwszy krok na drodze do piekła odrzucenia i samotności, na własne żądanie spędził w nim przeszło dwadzieścia lat. Tak, miłość Josefa i Kviety w końcu zwycięża, ale daleko temu zwycięstwu do happy endu... – żadne z nich nie usłyszy wyznania, na które czeka wiele lat. Brak tu nie tylko pozytywnego zakończenia, ale też nadziei. Oboje umierają zmęczeni, z bólem: Josef w chwili śmierci odkrywa, że nadal nie może przeboleć zdrady żony (dostaje zawału serca podczas rozmowy na ten temat), z kolei Kwieta staje się z każdym dniem coraz słabsza, bardziej zrezygnowana i rozgoryczona; brzemię tej smutnej miłości niesie Alicja, zawieszona między urazami wyniesionymi ze swojego małżeństwa, bólem spowodowanym przez rodziców i strachem o swojego syna rozpoczynającego dorosłe życie i nieuchronnie oddalającego się od matki. I nawet odkrycie (przynajmniej częściowe) tajemnicy rodziców i ich uczucia nie przynosi jej zbyt dużej ulgi.
     Nie tylko historia Czernych jest w tej książce znacząca. Wizje Marka Svobody – jedne z najlepszych fragmentów Listu miłosnego pismem klinowym – dopełniają opowieść. Inspirowane literaturą światową (słychać w nich echa Kafki, Čapka, Borgesa, mitów Bliskiego Wschodu) tworzą niezwykłą mozaikę losów bohaterów z różnych czasów. Ale nie o wszystkich będzie tutaj mowa. Najbardziej przejmująca jest wizja pierwsza, opowiadająca o eksperymencie mającym na celu zbadanie przyczyn zła, mająca wiele wspólnego z dziejami Josefa i milionów innych ludzi, którym przyszło kiedykolwiek żyć w systemie totalitarnym. Svoboda śnił, że dzięki rozwojowi genetyki grupie naukowców udało się stworzyć z komórek Adolfa Hitlera jego klon, który – umieszczony w „rodzinie zastępczej” złożonej z agentów pewnej organizacji – od urodzenia był obserwowany. Dzięki zbiegowi przypadków Hegel, bo tak go – nie bez powodu – nazwano, odkrył w końcu, że wszyscy: rodzice, przyjaciele, nawet żona, udawali, że brali udział w eksperymencie; dowiaduje się, że nie tylko jego zabawki, dom, książki i zeszyty były dokładnie sprawdzane i rejestrowane, ale też każdy jego ruch, słowo, gest. Z chwilą odkrycia prawdy przez Hegla, eksperyment zostaje zawieszony, a sam badany przeproszony, z jego domu usunięto wszystkie kamery i mikrofony; jednak zdradzony przez wszystkich, odrzucony przez kochaną (ale nie kochającą) kobietę, bohater popełnia samobójstwo. Po sekcji zwłok okazuje się, że Hegel nie był klonem Hitlera, ale pewnego rosyjskiego żołnierza, który zabezpieczał zwłoki faszystowskiego dyktatora i najprawdopodobniej zostawił na nim swój włos.
     Sam Marek Svoboda jest postacią bardzo intrygującą. Konsekwentny aż do przesady (trochę w tym przypomina Szwejka) cukiernik nie tylko miewa wizje. Jest kolejnym bohaterem porzuconym przez ukochaną osobę, radzącym sobie ze stratą tak, jak potrafi... Josef zamyka się w chatce na wsi, stara się nie spotykać z ludźmi, Kwieta szuka ratunku w natłoku małych, codziennych spraw, Alicja całą swoją nadzieję i miłość przelewa na syna, przez którego przecież także zostaje porzucona, a Svoboda – ten cukierniczy geniusz – odtwarza swoją żonę po kawałku... z marcepana. I nie chodzi tu o maleńką figurkę, jaką można zobaczyć na ślubnym torcie, ale o pełnowymiarową kobietę, ulepioną z dbałością o najmniejsze szczegóły. Niezwykłego aktu rozpaczy, miłości i – przynajmniej po części – nadziei nie rozumiała władza. Milicjanci, którzy zobaczyli „zwłoki”, nie wiedząc, co począć z cukiernikiem nie tylko lepiącym ludzi, ale też zwracającym się do każdego per „bracie”, zamknęli go w szpitalu psychiatrycznym.
     Najsłabszym punktem powieści są przemyślenia i listy Jirziego, pojawią się one mniej więcej w połowie książki, zastępując znacznie ciekawsze wizje cukiernika. Jirzi, urodzony i wychowany w Anglii, w rodzinie czeskich emigrantów, przylatuje do Pragi po upadku żelaznej kurtyny. Wydaje mu się, że dzięki biegłości w posługiwaniu się językiem czeskim oraz dokładnej znajomości historii kraju i regionu, będzie mógł nie tylko lepiej poznać ojczyznę swoich rodziców, ale też zrozumieć ją i jej obywateli. Jednak zderzenie z rzeczywistością jest bolesne. Nie dość, że traktowany jest – mimo starań Kwiety czy Alicji – jako obcy, to sam nie potrafi wyzbyć się spojrzenia „człowieka z drugiej strony muru”; jest to spojrzenie pełne stereotypów i poczucia wyższości, ale poniekąd puste, takie, jakie my, Środkowo- czy Wschodnioeuropejczycy, przypisujemy tym z Zachodu. Przypuszczam, że owe listy miały pokazać świeże spojrzenie na Czechy, były bowiem autorstwa „mieszańca kulturowego”; jednak znaczna część korespondencji wydaje się co najmniej naiwna. Męczące są próby zgłębienia mentalności Czechów, zrozumienia specyfiki kraju, jej analizy. Wizerunek Czech wyłaniający się z opowieści Jirziego to zbiór schematów, kalek z lepszych i gorszych tekstów o Europie Środkowej, tak popularnych w latach osiemdziesiątych minionego wieku.
     W Liście miłosnym pismem klinowym przeplatają się plany czasowe i przestrzenne; czytelnik musi historię Czernych poskładać z porozrzucanych, nie zawsze pasujących do siebie elementów, musi ją domyśleć, odszyfrować, znaleźć i zrozumieć ukryte aluzje. To dobra strona tej książki. Polubiłam te niedopowiedzenia, szkoda tylko, że tak wiele rzeczy zostało – zupełnie niepotrzebnie – bardzo dokładnie wyjaśnionych. Szkoda też, że całkiem spore fragmenty książki wydają się napisane „na siłę”. Nie można jednak stwierdzić, że debiut Zmeškala nie jest wart uwagi. Bo choć może niektóre przemyślenia bohaterów bliskie są cytatom z dzieł pana Coehlo, to znaczną część książki czyta się bardzo dobrze; jak na przykład przemowę matki Kwiety do młodych narzeczonych, brutalnie zestawioną nie tylko z historią regionu, ale też z dziejami bohaterów: „Przed wami szczęśliwe życie, moje dzieci [...]. W naszym kraju skończyła się wojna, spotkały się tu dwie armie, amerykańska i rosyjska, faszyzm został pokonany, a to oznacza, że już niedługo wszystkie problemy zostaną rozwiązane. I że czeka was naprawdę piękne życie. Ludzkość zawsze wychodzi mądrzejsza z tych wszystkich tragicznych zdarzeń. Teraz to jasne jak słońce! Dwie wojny w ciągu dwudziestu lat, to przecież więcej niż dość. To nie może się powtórzyć. Dzieci, przed wami wszystko, co najlepsze” (s. 396). Dla takich ironicznych czy – jakby powiedział Kroutvor – „melancholijnie groteskowych” fragmentów, warto sięgnąć po tę książkę.

Karolina Pospiszyl, Uniwersytet Śląski

 

Coryright © 2012 Stowarzyszenie „Bristol”
02-078 Warszawa
ul. Krzywickiego 34
tel.: +48 (22) 625-42-53
tel.: +48 (22) 625-42-67
fax: +48 (22) 625-75-23

Projekt i wykonanie: www.kosler.pl