Głosy o Stowarzyszeniu "Bristol" i jego przyszłości

Magda Pastuchowa

Szkoła Języka i Kultury Polskiej przy Uniwersytecie Śląskim w Katowicach (Polska)

Stowarzyszenie jest po prostu potrzebne

Kontrowersyjna była tylko nazwa; na spotkaniu w Krakowie w 1996 roku sporo uwagi poświęcono ostatecznemu jej kształtowi. Ale tak naprawdę od początku nikt nie miał wątpliwości, że stowarzyszenie powstanie. Jest po prostu potrzebne.

Pracuję jako lektor języka polskiego od sześciu lat i - może częściej niż ci z moich koleżanek i kolegów, którzy mają dłuższy staż i tym samym bogatsze doświadczenia - wiele razy odczuwałam potrzebę podzielenia się wątpliwościami, sukcesami i porażkami z ludźmi, dla których są to problemy ważne i zajmujące. Wielu z nas na co dzień bada język polski czy polską literaturę, nie zastanawiając się nad tym, jak odbierane są one przez cudzoziemców - dopiero sytuacja, w której musimy przełożyć nasze naukowe dokonania na konkretne działania metodyczne, skłania do refleksji, zmusza do spojrzenia na problem z zupełnie innej strony, postawienia się niejako na zewnątrz. Wielokrotnie doświadczyłam, że przeżywanie takiej sytuacji daje dobre rezultaty "obu stronom" - to znaczy zarówno eksplorowanej dyscyplinie naukowej (w moim przypadku jest to językoznawstwo), jak i studentom-obcokrajowcom, którym staram się uprzystępnić zawiłości języka polskiego.

Dlaczego piszę o tym z okazji powstania Stowarzyszenia "Bristol"? Moje dotychczasowe spotkania z członkami Stowarzyszenia pozwalają przypuszczać, że będę miała coraz więcej możliwości konfrontowania własnych przemyśleń i pomysłów w najbardziej kompetentnym gronie. Na to liczę, takie są moje oczekiwania. Nie znaczy to jednak, że wiążę z powstaniem Stowarzyszenia jedynie nadzieje na możliwość bogacenia własnego warsztatu. Nawet pobieżna lektura statutu upewnia, że łatwiej będzie rozwiązywać duże i całkiem małe, merytoryczne i administracyjne problemy. Przedstawione refleksje są oczywiście dość jednostronne. O tym, jak powstanie Stowarzyszenia może pomóc w wielkiej sprawie promocji Polski na świecie będzie, jak sądzę, okazja napisać innym razem.

Małgorzata Anna Packalén

Instytut Slawistyki przy Uniwersytecie w Uppsali (Szwecja)

"Poloniści wszystkich krajów..."

Utworzenie Stowarzyszenia "Bristol" można słusznie uznać za wydarzenie historyczne dużej wagi. A przy okazji sfinalizowania tego długiego procesu biurokratyczno-prawniczego, jakim było prawne zarejestrowanie Stowarzyszenia, oddać cześć pamięci dr. Donalda Piriego, inicjatora i żarliwego entuzjasty "Grupy Bristol". On bowiem był pierwszym, który tak zdecydowanie zwerbalizował problem nękający większość polonistów zagranicznych, związany ze świadomością odrębności zagadnień metodologicznych (a co za tym idzie - swoistego osamotnienia zawodowego) nauczycieli akademickich języka polskiego jako obcego, "rozsianych" po całym świecie. Nic więc dziwnego, że rzucone przez Donalda Piriego jesienią 1995 roku hasło "Poloniści WSZYSTKICH krajów łączcie się!" natychmiast znalazło oddźwięk wśród Jego kolegów w Polsce i poza jej granicami.

Cóż zatem znaczy dla nas, polonistów zagranicznych, Stowarzyszenie "Bristol"? Znaczy bardzo dużo. Wiadomo, że problemy dzielone z innymi kolegami po fachu o wiele łatwiej rozpracować i oddramatyzować. Już sama możliwość dyskusji o nich z ludźmi, którzy borykają się z podobnymi bolączkami, mimo że przebywają w innym kraju, ma ogromną wagę. Zwłaszcza że bolączek tych, nie zawsze chyba znanych czy uświadamianych sobie przez kolegów-polonistów w Polsce, jest sporo. Do najbardziej typowych problemów polonistyk zagranicznych należą m.in. ciągle dający się we znaki brak odpowiednich i przystosowanych do potrzeb studentów danego kraju materiałów, brak środków na dofinansowanie czy reorganizację studiów czy też nieustanna potrzeba oscylowania na granicy dydaktycznych ambicji nauczyciela i wymagań koniunkturalnych danego kraju. Chociażby pod tym ostatnim względem profil studiów polonistycznych krajów zachodnich różni się zasadniczo od krajów słowiańskich, co oczywiście pociąga za sobą i tłumaczy specyfikę strategii dydaktyczno-metodologicznych typowych dla danego kręgu.

A zatem rola Stowarzyszenia "Bristol", pierwszego oficjalnego związku polonistów krajowych i zagranicznych, jest bardzo duża, wielowymiarowa i przede wszystkim wielopoziomowa. Szczególnie dla nas: polonistów przebywających i działających zawodowo poza granicami Polski. Pomijając bowiem naczelny, przekrojowy i "bez-graniczny" czy "ponad-graniczny" cel Stowarzyszenia, równie ważne jest także połączenie wspólnym forum polonistów działających np. w tym samym kraju, choć w różnych ośrodkach (w samej np. Szwecji ośrodków tych jest cztery: Göteborg, Lund, Stockholm i Uppsala); czy w państwach należących do tego samego bloku (w tym przypadku wszystkie kraje skandynawskie), jak też umożliwienie dyskusji nad wspomnianymi wyżej zagadnieniami w kręgu ludzi przebywających co prawda w innym obszarze językowym, acz w podobnych czy przynajmniej zbliżonych warunkach społeczno-kulturowych (np. patrząc na to z perspektywy mieszkańca Szwecji, w krajach Europy Zachodniej). Ponadto zaś i przede wszystkim zaistnienie Stowarzyszenia pozwoli na konfrontację i dyskusję nad problemami dydaktyczno-metodologicznymi oraz połączy duchem wspólnoty polonistów zagranicznych z kolegami w Polsce. Bo przecież w końcu to Polska jest i będzie, co nie ulega chyba wątpliwości, węzłowym punktem odniesienia dla wszelkiego rodzaju poczynań w zakresie działalności polonistycznej sensu stricto, niezależnie od jej geograficznego usytuowania.

Uppsala, październik 1997

Elwira Grossman

Uniwersytet w Glasgow (Wielka Brytania)

Wspólna platforma współpracy polonistów na świecie

Prace w Sekcji Polonistyki w Glasgow, będącej częścią Wydziału Slawistyki, rozpoczęłam w październiku 1994 roku. Od samego początku zadziwił mnie niezwykle rozbudowany program zajęć, którego ramy przekraczały wszelkie inne programy polonistyczne, z jakimi zetknęłam się w czasie wcześniejszego sześcioletniego pobytu w Stanach.

Kiedy przyjechałam do Szkocji, poznałam Donalda Piriego i różne jego pasje. Wtedy też zrozumiałam, skąd wziął się tak szeroki wachlarz oferowanych zajęć: były one w dużym stopniu odzwierciedleniem rozległych zainteresowań tego niezwykłego człowieka. Wprawdzie zajęcia na poziomie magisterskim wprowadził już profesor Kukulski - poprzednik Donalda, ale zakres nauczanych przedmiotów nigdy przedtem nie był tak imponujący. Należy także pamiętać, że chociaż Donald rozbudował program według własnej oryginalnej koncepcji, jego realizacja nie byłaby możliwa, gdyby nie finansowa pomoc lokalnego biznesmena polskiego pochodzenia - dr. Jana Stepka. Dr Stepek wspomaga naszą Sekcję od 1984 i to dzięki jego inwestycji przekazanej na rzecz Uniwersytetu istnieją obecnie dwa etaty wykladowców-polonistów. Moim kolegą i drugim wykładowcą w Sekcji jest były uczeń Donalda - John Bates. Co roku pomaga nam w pracy dodatkowa osoba z Polski, która zostaje wybrana w drodze konkursu na Glasgow Lektorial Fellowship (roczne stypendium ufundowane wspólnie przez nasz uniwersytet i British Council). Nasi asystenci są zawsze wybierani spośród grona anglistów, a nie polonistów, co ma bardzo wiele zalet, ale nie o tym chciałabym teraz mówić.

Fakt, który napawa mnie dziś szczególną radością to to, że jedno z największych marzeń Donalda, jego wizja stworzenia wspólnej platformy współpracy i wymiany doświadczeń akademickich polonistów na świecie, urzeczywistniła się głównie dzięki ofiarnej pracy i wielomiesięcznym staraniom pani dyrektor Urszuli Sajkowskiej i jej męża. Stowarzyszenie "Bristol" (funkcjonujące nieoficjalnie za życia Donalda jako "Grupa Bristol") nabrało prawnego statusu organizacji niedochodowej, która powinna być ziszczeniem koncepcji, jaką przedstawił Donald na otwarciu konferencji w Przegorzałach we wrześniu 1996 roku. Pamiętam doskonale moje spotkanie z Donaldem po jego powrocie z Warszawy, jesienią 1995 roku, kiedy mi triumfalnie obwieścił: "Zakładam własną organizację polonistów zagranicznych! Mam już dosyć tej polskiej Cepelii i ignorowania naszych potrzeb". Mówił wtedy bardzo dużo o tym, jak potrzebna byłaby taka organizacja, jak bardzo brakuje nam (polonistom zagranicznym) czasu miejsca na konstruktywne dyskusje, jak poloniści krajowi nie są w stanie zrozumieć specyfiki pracy na uczelniach poza Polską i jak odczytywanie długich referatów na konferencjach w Polsce (rzekomo nam poświęconych) frustruje zamiast wspierać i irytuje zamiast zachęcać do pracy. Zatem częściowym zalążkiem obecnego Stowarzyszenia była frustracja Donalda, którą podzielali przedstawiciele innych ośrodków akademickich Europy. Oni też, w liczbie 10 członków założycieli, zjechali do Krakowa i radzili z innymi uczestnikami konferencji w Przegorzałach nad obecnym kształtem naszego Stowarzyszenia. Tak więc, obecny stan jest powodem do radości, ale radość ta nie jest niezmącona.

Tegoroczna konferencja w Łodzi pozostawiła we mnie bardzo mieszane uczucia, gdyż w dużym stopniu była ona zanegowaniem koncepcji Donalda i dowiodła, że głęboko zakorzenione tradycje polskich konferencji są dużo trudniejsze do przełamania, niż by się to wydawało. Mam wrażenie, że doświadczenie to uświadomiło nam wszystkim błędy, których za wszelka cenę trzeba uniknąć w przyszłości. Koncentruję się więc na myśli, że istniejemy formalnie i żywię głęboką nadzieję, że ofiarna praca wszystkich członków zarządu (nie tylko Pani Urszuli Sajkowskiej) i członków Stowarzyszenia doprowadzi do realizacji naszych wspólnych celów, a przez to ułatwi nam wszystkim (to znaczy polonistom krajowym i zagranicznym) pracę.

Waldemar Martyniuk

Instytut Polonijny przy Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie (Polska), Uniwersytet w Bochum (Niemcy)

Powstanie Stowarzyszenia rozpocznie okres energicznego rozwiązywania problemów

Rejestracja Stowarzyszenia to dla mnie bardzo ważne wydarzenie z kilku powodów. Przede wszystkim Stowarzyszenie daje możliwość prawomocnego reprezentowania dziedziny nauczania języka polskiego jako obcego wobec instytucji naukowych w kraju i za granicą. Jest to bardzo ważne w związku z szybko postępującymi zmianami w Polsce i w jednoczącej się Europie. Po drugie stwarza większe możliwości wspólnych działań dla osób pracujących wciąż w dużym rozproszeniu. Udział w pracach Stowarzyszenia biorą teoretycy i praktycy nauczania, co daje jednym i drugim znakomitą okazję do dyskusji konkretnych problemów naukowych i dydaktycznych. Mam przy tym nadzieję, że powstanie Stowarzyszenia zakończy okres ogólnego narzekania na brak materiałów, na złe warunki i niski poziom nauczania, na nieprzychylność lokalnych władz itp., a rozpocznie okres energicznego rozwiązywania problemów, opracowywania istniejących i przygotowywania nowych pomocy dydaktycznych, powstawania nowoczesnych programów nauczania i, czego życzę sobie najbardziej, ustanowienia standardów nauczania języka polskiego jako obcego na równi z innymi językami europejskimi.